Prawie jak w USA
I znów prawie robi dużą różnicę. Tym razem afera rozporkowa w IV RP, choć z III RP się wywodząca. Pojawiła sie gazeta i oferta wyższa niż ta, którą zawarł z dawnym obiektem fizycznego pożądania poseł Łyżwiński. Sprawa ujrzała światło dzienne, podobnie jak zupa, która była za słona. Tylko czy wszyscy musimy jeść z jednego garnka?
Musimy - przynajmniej tak wygląda menu najważniejszych nagłówków prasowych, radiowych i telewizyjnych. Monogamia gówna z prawdą - i nigdy nie patrz podejrzanemu kucharzowi na ręce - bo może się zrobić niesmacznie.
A jaka powinna być zupa?
Zupa nie może być za słona. Zupa musi zostać także prawidłowo podana i prawidłowo spożyta.
U nas w Polsce w związku z obecnością "nieomylnych" sądów wiecznej adoracji (bo która to sprawa trwa mniej niż 1 rok?), najpierw idzie się do środków masowego przekazu, natomiast później zgłasza sprawę do prokuratury - choć prawo nakazuje zgłaszać KAŻDE uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa możliwie natychmiast.
Taki przebieg wydarzeń doprowadza najczęściej do wielkich medialnych uniesień i mizernych skutków prawnych - co można zaobserować na przykładzie losów głównych bohaterów największych afer RP.
Jak będzie tym razem? Jedno jest pewne - na kilka dni mamy temat do wiecznej adoracji. Gdy pojawi się następny, będzie następny.
Tymczasem w Dubaju budują wieżowiec o wysokości 1 kilometra. U nas natomiast jakoś niechętnie buduje się cokolwiek - bo w ostatnim czasie najwięcej zarabia się na recyclingu. I nad tym pomyślmy dłużej.