Środa, 12 sierpnia 2026
HOTNEWS.pl HOTNEWS.pl
Świat  ›  15 sierpnia 2006

Profesor w ogniu

Profesor w ogniu

Profesor fizyki David Willey zrobi właściwie wszystko, aby przeprowadzane przez niego lekcje termodynamiki były jak najciekawsze. Im większe ryzyko, tym większa skuteczność. Ryzyko jest najważniejszą częścią jego eksperymentu - student zadowolony = student pod wrażeniem.

"Nic nie przyciąga uwagi studentów tak jak możliwość tego, że się za chwilę zabiję" - mówi Willey, tegoroczny zwycięzca konkursu prezydenckiego Presidents Award for Excellence in Teaching na Uniwersytecie w Pittsburgu w Johnstown (USA).

Willey zaszokował swoich studentów przechodząc przez środek ogniska. Wykorzystując zdolności izolacyjne drewna i krótki czas kontaktu z materią przeszedł na oczach swoich podopiecznych po rozżarzonych węglach. Nie on jedyny.

Rytuał chodzenia "w ogniu" znany jest od tysięcy lat. Pierwsze ślady takich wyczynów datowane są na rok 1200 przed Chrystusem. Na całym świecie, począwszy od Grecji na Chinach kończąc, różne kultury kultywowały ten zwyczaj na swój, właściwy dla danego regionu i religii sposób. W Stanach Zjednoczonych chodzenie po ogniu stało się popularne w ostatnim czasie. W ofertach wielu firm zajmujących się poprawą naszego zdrowia możemy znaleźć specjalne oferty dla biznesmenów.

Sprawa drewna

Naukowcy od początku lat 30-tych ubiegłego stulecia próbowali poznać tajemnicę niezpiecznego z pozoru rytuału, z którego człowiek wychodzi cało. Wydział Fizyki Uniwersytetu Londyńskiego dowiódł, że tajemnica rytuału zawarta jest w drewnie, nie zaś religijnych obrzędach i nadzwyczajnych mocach.

Tradycyjne ścieżki ognia stworzone są z palącego się drewna. Węgiel drzewny osiąga wysokie temperatury. Większość chodzących po rozrzażonych węglach ma kontakt z temperaturą powyżej 540 stopni Celsjusza.

Willeyowi udało się odnaleźć osobę, która spaceruje po węglach rozgrzanych do temperatury blisko 1000 stopni Celsjusza.

Ludzie wychodzą cało ponieważ jedynie znikoma część ciepła dociera do ich ciała. Wszystko za sprawą właściwości izolacyjnych drewna.

"Mimo, że jest to ogień, drewno jest słabym przewodnikiem" - twierdzi Willey.

Przewodzenie ciepła w drewnie polega na przekazywaniu go do kolejnego materiału. Wibrujące molekuły kolidują z coraz większą ilością spokojnych molekuł zimniejszego obiektu i transferują energię. Niska przewodność termiczna drewna oznacza, że ciepło zostaje uwięzione w drewnie, przenosząc zmniejszoną ilość energii do naszych stóp.

Warstwa popiołu na górze płonącej ścieżki pomaga izolować nas od niebezpiecznego działania palącego się drewna.

Ludzie chodzący po rozrzażonych węglach wybierają trasę unikając zadeptywania rozgrzanych do czerwoności, niczym nie przykrytych kawałków drewna.

Zimna stopa niekonieczna

Szybkość przechodzenia przez rozrzażone węgle nie może być zbyt duża. Inaczej zafundujemy sobie piękne bąble od oparzenia.

Kiedy jedna stopa dotyka gorąca, druga wisi w powietrzu wytracając zgromadzone pod nią ciepło. Przebieganie po rozrzażonych węglach może się więc skończyć niebezpieczeństwem poważnego oparzenia (ciepło zgromadzone pod stopami nie ma czasu na "ucieczkę"). Ochronna warstwa martwej skóry na stopie każdego człowieka jest natomiast kolejną izolacją.

Nikt z nas nie powinien próbować takich eksperymentów samemu, nie wspominając już o tym, żeby nie robić tego... w domu. Odpowiednia prędkość przechodzenia, odpowiednie podnoszenie nóg wbrew zakorzenionym w mózgom reakcjom obronnym (biegnij) musi być wynikiem dobrego treningu.

"Możesz chodzić właściwie kiedy tylko chcesz" - mówi Willey. "Podstawą jest jednak to, ile drewna chcesz naciąć" - dodaje.

Czytaj dalej