Środa, 12 sierpnia 2026
HOTNEWS.pl HOTNEWS.pl
Polska  ›  31 sierpnia 2005

66 rocznica napaści Niemiec na Polskę

66 rocznica napaści Niemiec na Polskę

Latem 1939 roku było już wiadomo, że Niemcy tylko szukają pretekstu, aby napaść na Polskę. Zaczęli robić wiele hałasu o tzw. korytarz i rzekomo złe traktowanie niemieckiej mniejszości, co oczywiście nie było prawdą. Wszyscy w Polsce zaczęli przygotowywać się do wojny.

Ja, jako 13-letni harcerz, pomagałem kopać schrony przeciwlotnicze, a mój starszy brat został komendantem punktu obserwacyjnego na dachu wysokiej kamienicy w Skarżysku-Kamiennej. Wszyscy zostaliśmy wyposażeni w maski przeciwgazowe, bo spodziewano się, że Niemcy będą rzucać bomby z gazem trującym. Zaczęła się mobilizacja wojska.

1 września już o godz. 5.00 rano obudziły nas niemieckie bombowce. Szybko wstaliśmy i zeszliśmy do piwnicy. Później tego ranka znalazłem kawałek bomby, który miał prawie dokładny kształt Polski!

Szóstego dnia wojny, pożegnawszy mamę, razem z ojcem i bratem wsiedliśmy na rowery i dołączyliśmy do grupy około czterdziestu mężczyzn i chłopców, aby razem udać się na wschód Polski. Myśleliśmy, że wkrótce wrócimy z powrotem, bo Anglia i Francja już wtedy dołączyły do wojny.

Gdy dojechaliśmy do Wisły koło Lipska, było już zupełnie jasno. Zjawiły się niemieckie samoloty i zaczęły bombardować most na rzece, przez który mieliśmy przejechać. Szczęśliwie udało nam się przedostać na drugą stronę - kilka sekund zadecydowało, że nie zginęliśmy pod bombami. Odjechawszy kawałek drogi od rzeki, zdecydowaliśmy się trochę przespać, aby odnowić siły na dalszą podróż. W kilka godzin później przyjechaliśmy do Lublina. Noc spędziliśmy w stodole na sianie u jakiegoś życzliwego rolnika. Gdy wstaliśmy, gospodarz nakarmił nas pierwszorzędnym rosołem z kurczaka.
Po sześciu dniach podróży dotarliśmy do Łucka, gdzie zatrzymaliśmy się na noc u ojca brata. Długo rozmawialiśmy o tym, co dzieje się w Polsce, więc dopiero nad ranem poszliśmy spać. Następnego dnia, w środę, 13 września, dojechaliśmy do Wiszenek, gdzie drugi brat ojca - ks. Stanisław Dąbrowski - był proboszczem. Tu skończyliśmy naszą podróż rowerami. W Wiszenkach pomagałem w kościele, służąc do Mszy św. i ubierając ołtarz. W ciągu dnia chodziłem nad Styr, który przepływał przez wioskę, i pomagałem uciekinierom przeprawiać się łódką przez rzekę.
17 września Armia Czerwona przekroczyła granice Polski, aby nas "wyzwolić". Nikt nie wiedział, od czego, chyba od wolności i żywności, abyśmy za bardzo nie utyli! Jakieś pięć dni później sowieckie wojska przemaszerowały przez Wiszenki. Od tej pory polscy żołnierze musieli walczyć z dwoma wrogami. Niektórzy miejscowi Ukraińcy zorganizowali się w oddziały milicji, aby pomagać Armii Czerwonej w utrzymaniu "porządku", spodziewając się, że pomoże im to w ich stosunkach z Sowietami.

Gdy sowieckie wojska przechodziły przez wieś, nikt ich nie witał. Panowała głucha cisza. Rządy okupanta zaczęły się od kradzieży: z kościoła zabrali obrus z ołtarza na prześcieradła i ukradli wiele świec oraz cokolwiek im się podobało. W domach prywatnych oficerowie zabierali kobietom jedwabne nocne koszule, które później ich żony zakładały na zabawy taneczne.

Kilkakrotnie posyłaliśmy nieoficjalną drogą listy do mamusi, która pozostała w Skarżysku-Kamiennej. Pierwszy otrzymała dopiero po kilku miesiącach, jakieś dwa-trzy dni przed zawiadomieniem przez niemiecki Czerwony Krzyż, że kilka dni po naszym wyjeździe z domu wszyscy troje zostaliśmy zabici pod Warszawą. Oczywiście mamusia wiedziała z naszego listu, że to nieprawda. Niemcy tak robili, aby załamać tych, co zostali w domu. Dowiedzieliśmy się o tym po wojnie.

29 czerwca 1940 r., w uroczystość świętych Piotra i Pawła, o godz. 2.00 w nocy na plebanię przyjechała furmanka z sowieckimi żołnierzami. Najpierw powiedzieli, że odtransportują nas do domu w Skarżysku, a później, że pojedziemy tylko w krótką podróż. Jak się okazało, żadne z tych stwierdzeń nie było prawdziwe. W rzeczywistości ta podróż miała ponad 5 tys. kilometrów i prowadziła na Syberię. Zabrali ludzi w różnym wieku, starców mających ponad 90 lat i nowo narodzone dzieci. Wszystkim powiedzieli, abyśmy zapomnieli o nieistniejącej w ich mniemaniu Polsce i urządzili sobie nowe życie tam, dokąd nas wywiozą.

Czytaj dalej