Środa, 12 sierpnia 2026
HOTNEWS.pl HOTNEWS.pl
Świat  ›  14 września 2005

Kiełbaski wyborcze

Kiełbaski wyborcze

No to znowu zbliżają się wybory. Ta chwila w demokracji polskiej, kiedy obywatele naprawdę mogą porządzić. I ten przedwyborczy czas obietnic, zapewnień i proroctw politycznych. Okres ostentacyjnej pewności siebie polityków, którzy absolutnie nieomylnym głosem, gestem i postawą prezentują ultra optymizm, że potrafią coś dla nas - szaraczków - zrobić pożytecznego - ale, no, trzeba właśnie ich wybrać. Czas, gdy politycy podlegają wyborczej weryfikacji, uwijają się więc jak te owsiki aby przekonać obywateli do postawienia upragnionego krzyżyka na odpowiednim kwadraciku i odrzucenia poprzednich sterników gospodarki. Dużo szumu, kłótni, euforii w mediach. Olimpiada haseł, symfonia ślicznie brzmiących na pierwszy odbiór ucha postulatów. A po wyborach otrzeźwienie, kubeł lodowatej wody na rozgrzane nadzieją głowy.

Znamy ten regularnie powtarzający się cyniczny cyrk aż za dobrze. I mimo tego wciąż jakby ulegamy pewnemu niesamowitemu - przynajmniej dla mnie - złudzeniu, wciąż nie umiemy się nauczyć prostej rzeczy. Żeby nie wybierać ponownie nikogo, kto się nie sprawdził jako mąż stanu, jako polityk z klasą. Nikogo, kto czynił praktyki niegodne honorowego człowieka. Zauważyć nietrudno, że w Polsce w 1989 roku wybrano obóz tzw. solidarnościowy. Jednak w 1993 Polacy większością głosów przywrócili do łask tzw. obóz postkomunistyczny. Rok 1997 (powódź i bezczelne "trzeba się było ubezpieczać" towarzysza Cimoszewicza) to znów objęcie rządów przez opozycję wobec lewicy (niby opozycję, zdaniem wielu), zaś rok 2001 to przywrócenie na salony SLD. Czy teraz znowu chcemy wybrać obóz "opozycyjny" do lewicy? Historia lubi się powtarzać, może więc teraz, bogaci w doświadczenie poprzednich nietrafnych wyborów, teraz, gdy nadchodzi ponownie szansa zmiany, spróbować czegoś innego? Czy naprawdę skazani jesteśmy na dwie strony tej samej monety?

Ciśnie mi się do świadomości ważkie pytanie: czy w ogóle potrzebujemy polityków? Wyobraźmy sobie, że budzimy się pewnego dnia i ich po prostu nie ma. Czyż nie pójdziemy na zakupy, nie wybierzemy się na wycieczkę, nie odwiedzimy kina i knajpki? Czy nie pójdziemy do pracy, nie odczujemy senności, nie spotkamy się z przyjaciółmi, nie przytulimy żony czy dziecka? Czy przestaniemy tworzyć, myśleć, pragnąć, marzyć, grzeszyć, psuć i naprawiać? Śmiem podejrzewać, że będziemy żyć dalej i znakomicie damy sobie radę bez żadnych "światłych" politycznych mądrali.
Uważam także, że byłoby łatwiej żyć bez tych, którzy życie nam - niby dla nas - próbują ulepszyć. Bez tych, którzy za nas chcieliby podejmować "lepsze, rozsądniejsze" decyzje. Bez tych, którzy nie pytając nas o zdanie wydają "postępowe" i "nie utrudniające przedsiębiorczości" akty prawne (w zatrważających ilościach, jakby to o ilość szło), zakazy, nakazy, reglamentacje regulujące coraz to więcej dziedzin naszego życia.

Oczywiście - jako państwo Polska potrzebuje przedstawicieli na arenie międzynarodowej. Rządu, strzegącego porządku i finansującego niezbędne publiczne wydatki (np. zawodowe wojsko, sądy, policja). Sądownictwa będącego mieczem na złoczyńców. A czy Parlamentu? Też, władza ustawodawcza także być powinna. Ale czy musi to być 460 posłów + 100 senatorów (+ oczywiście sztaby opłacanych z publicznych pieniędzy tzw. znawców, ekspertów piszących im projekta, tworzących prognozy wedle potrzeb, etc.)? Podejmowanie zgodnych i trafnych decyzji łatwiej przecież przychodzi mniejszej grupie ludzi.

Mówi się ustami "elit", że żyjemy w państwie prawa. No cóż, nie ja jeden chciałbym aby tak właśnie faktycznie było - żeby rządziło prawo, a nie ludzie. I aby prawo było proste i zrozumiałe - przykładem Dekalog. Ostatecznie - ludzie przez ładnych parę tysiącleci jakoś żyli bez tak aż tak rozbuchanej jak współcześnie klasy politycznej i - o rety - nie trzeba było dziennie wprowadzać do prawa jakichś modyfikacji. Jeśli prawo zmienia się z dnia na dzień to znaczy, że jest solidne niczym chwiejący się pijaczek. Opieranie się na takim prawie to jak budować dom na grząskim gruncie. Bo czy trzeba wydawać tyle ustaw, nowelizacji ile to się obecnie robi? Może - tak zwyczajnie - najlepszy rząd to taki, który najmniej rządzi? Czy trzeba dziennie obradować, zmieniać? Czy nie lepiej próbować stworzyć prawa uniwersalne, które mogłyby trwać wiekami (taka np. konstytucja Stanów Zjednoczonych od swego uchwalenia w 1787 roku pozostaje w niemal niezmienionej formie po dziś dzień - dotąd 27 poprawek - wg Encyklopedii PWN).

Jaka zatem powinna być władza? Na pewno winna ona czuwać nad przestrzeganiem prawa i karać za jego łamanie. Nie przeszkadzać ludziom w ich codziennym życiu, nie krępować ich na każdym niemal kroku, nie ograniczać ich poczynań poprzez tworzenie sztucznych utrudnień. Władza, która szanuje publiczne pieniądze i nie skazuje przyszłych pokoleń na spłatę lekkomyślnych zadłużeń. Wierzę, że takiej władzy potrzebujemy i taka w zupełności wystarczy. Z całą resztą ludzie poradzą sobie sami. Czy wreszcie władza ustawodawcza musi być finansowana z pieniędzy publicznych? Toć przecież rzeczywiście "jak w korycie jest pełno to świnie będą się pchały". Czy naprawdę nie da się tak zmienić systemu, aby parlamentarzyści mieli wręcz nakaz posiadania innych aniżeli polityczne źródeł dochodów a funkcje publiczne sprawowali bezinteresownie? ("prawie wszystko się da, trzeba tylko chcieć, bo chcieć to móc" - jak mawiali ludzie niegdyś). Aby Polską rządzili ludzie autentycznie zainteresowani losem Polski, nie doraźnym, a dalekosiężnym - byłoby to chyba dobre posunięcie? Takiej władzy nawet nie trzeba by zmieniać, bo czy ludzie protestowali by przeciw władzy, która ich nie zniewala, nie krępuje, nie tyranizuje, za to wymierza sprawiedliwość złoczyńcom? I żeby przez zamożne państwo władza rozumiała jego zamożnych, prawych obywateli. Aby dobremu, pracowitemu człowiekowi nie działa się krzywda, po prostu. Wiem - marzenia. W pewnej mądrej księdze pisze wręcz, że "człowiek rządzi nad człowiekiem ku jego szkodzie". Ale choć ideału ludzie nie osiągną, to próbujmy się do niego zbliżać. Czy to źle? Nie wierzmy, że lepiej tkwić w obecnym marazmie. Samym narzekaniem niczego nie zmienimy.

Kończący aktualnie swą kadencję Parlament może się "poszczycić" rekordową liczbą uchylonych immunitetów, komisji śledczych i afer. Przykład posła Pęczaka będącego pierwszych posłem, który trafił wprost z Sejmu za kratki, posła Leppera tracącego jak dotąd czterokrotnie immunitet, posła Florka zmieniającego "barwy klubowe" niczym kameleon to nie są dziś żadne haniebne przypadki. Mieszczą się w normach elyt (elitą ich nie nazwę). Handlować ustawami, przekupywać, kłamać, jątrzyć, traktować państwo i gospodarkę jako obiekt do eksperymentów socjologicznych i gospodarczych, nazywać prawem jego parodię i wiele innych praktyk niegodnych polityki wielkiego formatu to norma. Norma? Bo i czego spodziewać się po ludziach bez zasad moralnych, bez poczucia umiaru i elementarnej przyzwoitości? Jak ludzie takiego pokroju mają dzierżyć władzę? Takie elyty należy spłukać w polityczny niebyt i nie wahać się postawić posłów przed prokuraturą. Przesyt moralno-mentalnej degrengolady świata aktualnych polityków psuje krwi zbyt wielu Polakom. Nie twierdzę, że poprzedni Parlament był czystszy, wydaje mi się jednak, że z kadencji na kadencję jest coraz gorzej. Taki jest efekt przy wieprzach u steru. Jak mawiał Stefan Kisielewski: "To nie kryzys, to rezultat". Na początku lat 90 XX wieku należało przeprowadzić gruntowną lustrację - i tyle. Tak zrobili Norwedzy ze swoimi faszystami zaraz po wojnie, Czesi z komunistami na początku lat 90 - dziś ci pierwsi jakoś radzą sobie bez bycia członkiem UE i są jednymi z najbogatszych obywateli świata, drudzy zaś mają prezydenta odważnie broniącego czeskiej racji stanu na arenie międzynarodowej, który wprost mówił rodakom, że utracą znacznie swą suwerenność wstępując w struktury UE.

W Polsce póki co dekomunizacja się nie udała. Blisko było w 1992 roku. Jak pokazała historia - trzeba było ją bezwzględnie przeprowadzić, ignorując gadki o "czy aby jej celowości?" i brednie o przebaczeniu "autorytetów moralnych". Nie zrobiliśmy tego wtedy, więc "czerwone pająki" panoszyły się nadal, snując swe sieci powiązań i niegodnych praktyk, oplatając nas pajęczynami kpiny ze zwykłych ludzi. Ale my naprawdę możemy rozerwać te sieci - pierwszym krokiem byłby wybór na prezydenta kandydata, który - to oczywiście moje zdanie - posiada następujące cechy:

- jest za przeprowadzeniem dekomunizacji;

- jest za prowadzeniem rzeczowej dyskusji o Polsce w UE, czyli nie dopuszczałby do głosu w TV niemal wyłącznie UE-entuzjastów;

- chciałby zdecydowanie uprościć system prawny, podatkowy, zaostrzyć zaś nieuchronność kary za przestępstwa;

- nie unikałby dyskusji o przywróceniu w Polsce kary śmierci dla morderców (jak pokazuje wiele sondaży, w Polsce zdecydowana większość obywateli jest za ponownym wprowadzeniem kary śmierci jako najwyższego wymiaru kary. Aktualni politycy wycierają sobie gęby bredzeniem, że wykonują wolę swych wyborców - w tej kwestii jednak jakoś ewidentnie nie dosłyszą czy coś...);

- chciałby faktycznie zminimalizować wydatki państwa - a przede wszystkim aby publiczne pieniądze były szanowane. Obecnie w Polsce od wielu lat zezwala się na zatwierdzanie budżetu ze z góry zakładaną "dziurą budżetową". (Czy Wy, szanowni Czytelnicy, wyobrażacie sobie wydawanie więcej niż zarabiacie? Ech, polska specjalność... W każdym bądź razie, jeśli jakaś firma wydaje więcej niż zarabia to znaczy, że po prostu bankrutuje - z państwem to niby nie może być podobnie? Przecież pożyczki zawsze kosztują i "łatanie dziur budżetowych" także bezpłatne nie jest - a próby wskazywania przyszłych pokoleń jako dłużników to przecież ewidentne draństwo);

- wierzy, że i w Polsce można wypracować takie warunki, aby gospodarka znów zakwitła i tysiące młodych ludzi nie musiało wyjeżdżać za granicę po godne zarobki;

- szanuje prawo, wykazuje wysoki poziom moralny, a sprawiedliwość, wolność i poszanowanie własności prywatnej uważa za najsolidniejsze fundamenty pod budowę mocnego państwa (proszę mi nie mówić, że już nie ma takich ludzi w polityce - to fakt jednakże, że w telewizji występują niezmiernie rzadko...);

- nie ulegałby naciskom przeróżnych grup lobbystycznych (vide np. górnicy czy homoseksualiści),

- na wypadek wojny chciałby mieć pod komendą armię zawodową;

- okazywałby swą postawą, czynem i słowem, że interes Polski ma dla niego ważniejsze znaczenie niż los np. UE,

- wie, że sprawiedliwie rządzone państwo to takie, którego boją się i nienawidzą oszuści, lobbyści, złodzieje, mordercy, gwałciciele, łapówkarze i inne tego typu elementy;

- nie ma złudzeń co do tego, że Polska grzęźnie w etyczno-gospodarczo-społecznym bagnie pogłębianym przez komunistów, społeczną frustrację, powszechnie zauważalne obniżenie się standardów moralnych, marazm polityczny obywateli i wiele innych przyczyn, które skutkują właśnie taką Polską jaką mamy;

- nie wątpiąc w słuszność oświeceniowej maksymy "Takie Rzeczypospolite będą jakie ich młodzieży chowanie" wie, że najlepiej dla najmłodszych polskich obywateli chcą ich rodzice i pomysły przymusowego uczęszczania dzieci do szkoły od 6 roku życia uważa za ohydne. To przede wszystkim rodzice powinni wychowywać swoje dzieci, powinni też móc samodzielnie wybierać do jakiej szkoły i od jakiego wieku ich pociechy będą się uczyły;

- uważa, że interwencjonizm państwowy w gospodarkę bardziej szkodzi, niż pomaga;

- nie opowiada bredni o bezpłatnej nauce i służbie zdrowia (bez pośrednika - tu: państwa - przecież kupujemy taniej);

- opowiada się za oddzieleniem religii od polityki;

- WAŻNE: nie obiecywałby rzeczy ekonomicznie niedorzecznych (np. każdemu po 100mln czy mieszkanie - to sobie człowiek powinien sam móc wypracować). Dobrobyt ludzie powinni zawdzięczać swej pracy i oszczędności. O tym, że w Polsce dzisiejszej większość ludzi pracując ciężko nie jest w stanie oszczędzać, wie każdy - politycy także. W ich podłym interesie jest utrzymywanie przekonania, że są potrzebni. To jest hańbą dla "rynkowej" gospodarki w Polsce, że tak wielu obywateli za swe płace ledwie jest się w stanie utrzymać;

- jest sprawiedliwy - nie zezwalałby na to, aby jakaś grupa uzyskała przywileje, za które płaciliby inni;

- jest za zniesieniem obowiązkowych ubezpieczeń;

- jest za równym traktowaniem podmiotów gospodarczych - wszystkich powinny obowiązywać te same reguły na rynku;

- uważa, iż urzędnik państwowy powinien być służbą wobec obywateli, bo z ich pieniędzy otrzymuje swe wynagrodzenie, a nie bezkarnym powodyrem wielu nieprawidłowości ("a tego znam to dostanie koncesję", "jak będzie grubo w kopercie to i zezwolenie też się da załatwić" etc.)

Krótko mówiąc, byłby zupełnie innym prezydentem aniżeli Pan Kwaśniewski.

Na zakończenie tego tekstu jeszcze parę słów o sondażach i kampanii przedwyborczej. Wydaje mi się, że:

- lepiej aby sondaże nie były publikowane - wtedy na pewno wyborcy, którzy pójdą oddać swe głosy nie kierowaliby się nimi, lecz własnym zdaniem.

- wśród kandydatów na fotel prezydencki a także na parlamentarzystów są ludzie dysponujący dużymi kapitałami oraz małymi - co oznacza, że ci pierwsi mogą sobie pozwolić na swą promocję w telewizji, radiowych rozgłośniach, plakatować się etc. podczas gdy wcale nie muszą mieć lepszego poglądu na gospodarkę, państwo i życie od tych z dysponujących szczuplejszymi środkami.

Chciałbym w końcu doczekać czasów, w których kampania sprowadza się mniej więcej do tego, co np. zestawienie porównawcze w tabeli właściwości - dajmy na to - aparatów cyfrowych. Przy każdym z kandydatów byłyby wypunktowane ich zapewnienia wyborcze, poglądy na kluczowe zagadnienia gospodarcze etc. Obok odręczne podpisy kandydatów i zobowiązanie się do przestrzegania ogłaszanych przez siebie deklaracji w wypadku wygrania wyborów.

- w chwili gdy piszę te słowa o fotel prezydencki ubiega się 15 kandydatów. W telewizji nie udało mi się usłyszeć owych 15 nazwisk. Chyba, że ktoś doliczy się 15 ludzi spośród (alfabetycznie): Bochniarz, Borowski, Cimoszewicz, Giertych, Kaczyński, Lepper, Tusk, Tymiński. O tych ludziach wyborcy wiedzą notorycznie, że kandydują, chcąc zaś poznać pozostałych to już muszą bardziej się wysilić (np. poszperać w internecie). Może przesadzam, ale pachnie mi to celowym działaniem, bezwzględną walką o władzę bez poszanowania mniej znanych obywatelom rywali. Taka próba manipulacji – "to oczywiste, że tamte płotki są bez szans, wystarczy poczytać sondaże – nawet ich w nich nie ma"...

Poniżej zestawienie czasu wystąpień przedstawicieli władz państwowych (rząd, prezydent), partii politycznych, związków zawodowych i związków pracodawców w programach ogólnopolskich TVP S.A. Dane za lipiec 2005r pobrane ze strony internetowej www.tvp.pl

Nazwa podmiotu -------- Czas wystąpień Prezydent..................................0:28:20 Prezes Rady Ministrów..............0:13:38 Rząd..........................................2:18:44 Marszałek Sejmu.......................1:00:11

Sojusz Lewicy Demokratycznej.2:29:44 Socjaldemokracja Polska - Unia Pracy- Zieloni 2004 .................................................2:18:07 Polskie Stronnictwo Ludowe.....0:30:50 Platforma Obywatelska.............1:10:04 Prawo i Sprawiedliwość.............2:01:18 Liga Polskich Rodzin..................0:43:20 Samoobrona.............................0:45:44 Partia Centrum.........................0:01:47 Stronnictwo KonserwatywnoLudowe.........0:00:32 Partia Demokratyczna.............0:23:57 Senat 2001.............................0:01:35 Unia Lewicy.............................0:01:39 Ruch Patriotyczny....................0:06:03 Polska Partia Pracy..................0:00:30 Razem wszyscy politycy....=...10:35:10

NSZZ Solidarność....................0:23:01 Ogólnopolski Komitet Obywatelski..0:00:12

Brak na liście Platformy Janusza Korwin-Mikke nie uważam za przypadek.

I na koniec - Polacy przeżyli już wiele wojen. Gruntowną zmianę stylu polityki i całego ustroju - też zniesiemy. Zmiany gruntowne, bo sięgające podstaw sytemu polityczno-gospodarczego - bez nich nie wydźwignie się Polska z obecnej niemocy. Zacząć można od tego, by znów nie pozostawiać władzy w rękach ludzi, którzy panoszyli się nad nami przez ostatnie 15 lat (a nawet głębiej wstecz). Do stracenia mamy tylko to, że się nic nie zmieni.

Czytaj dalej