Wojna weszła do kokpitu. Samolot do Izraela pikował, a w kabinie leciała krew
Rejs flydubai FZ1073 z Dubaju do Tel Awiwu nadał kod porwania, spadł o ponad 4 km w 29 sekund i wylądował w saudyjskim Tabuk. Izrael poderwał myśliwce. Porwania nie było — piloci pobili się w kokpicie, a jeden miał zostać dźgnięty nożem. Izraelskie media piszą o Rosjaninie i Ukraińcu. Linia tego nie potwierdza.
Rano 30 września rejs flydubai FZ1073 z Dubaju do Tel Awiwu miał być zwykłym lotem. Boeing 737 MAX 8 o znakach A6-FKF wystartował o 7:05 czasu lokalnego, w Ben Gurion miał być około 9:30. Na pokładzie było 174 pasażerów, w tym 27 dzieci i duża grupa Izraelczyków. Zamiast lądować w Izraelu, maszyna nadała kod porwania, straciła ponad cztery kilometry wysokości w pół minuty i usiadła w saudyjskim Tabuk. Izrael poderwał myśliwce. Premier Netanjahu zwołał naradę bezpieczeństwa.
Porwania nie było. Była bijatyka w kokpicie.
Najpierw alarm jak przy zamachu
Dane z Flightradar24 wyglądają jak scenariusz filmu o porwaniu. Około 05:21 UTC samolot zaczął gwałtownie zmieniać wysokość. Między 05:22:07 a 05:22:36 zszedł z 30 875 na 16 750 stóp — o 14 125 stóp, czyli ok. 4,3 km, w 29 sekund. Prędkość opadania dochodziła do ok. 31 tys. stóp na minutę, prędkość względem ziemi przekroczyła 500 węzłów (ok. 930 km/h). W normalnym locie pionowa prędkość rzadko przekracza 4 tys. stóp na minutę.

Według zapisu z transpondera, który opublikował serwis AIRLIVE, o 05:31 UTC załoga nadała 7700 — ogólne zagrożenie. O 05:38 UTC na ekranach pojawiło się 7500: bezprawna ingerencja, ten sam kod, którego używa się przy porwaniu. O 06:11 samolot zniknął z naziemnego śledzenia, o 06:28 wrócił na danych satelitarnych — znowu z kodem 7700.
Maszyna zawróciła znad Jordanii i poszła na Tabuk w północno-zachodniej Arabii Saudyjskiej. W Izraelu to wystarczyło, żeby poderwać myśliwce i zwołać sztab. Netanjahu i minister obrony Israel Kac odbyli pilną naradę, szef sztabu armii — ocenę z dowództwem lotnictwa i wywiadem. Sprawą zajęły się Szin Bet, Mosad i policja.

Biuro premiera szybko ogłosiło, że to nie porwanie. Izraelski urzędnik powiedział anonimowo Reutersowi, że piloci nadali sygnały alarmowe po tym, jak doszło między nimi do fizycznej konfrontacji.
Pasażerowie: krzyki, krew, scyzoryk
Relacje z pokładu są bardziej brutalne niż komunikaty.
Pasażerka Miriam opowiedziała izraelskiej telewizji, że słychać było krzyki, a gdy otwarto drzwi kokpitu, wszędzie była krew. Jednego z pilotów miano dźgnąć scyzorykiem. Pierwszej pomocy udzielili lekarz i pielęgniarka, którzy lecieli jako pasażerowie. „Czuliśmy, że się rozbijemy" — mówiła. Według izraelskich mediów drugi pilot z pomocą izraelskich pasażerów obezwładnił napastnika. Na X krążą zdjęcia mężczyzny w zakrwawionej koszuli, a pasażerowie opisują, że na pokładzie odmawiano Szema Jisrael — modlitwę, którą Żydzi mówią, gdy myślą, że to koniec.

Flydubai potwierdziło „incydent w locie" i napisało, że wszyscy pasażerowie są bezpieczni i mają opiekę. Linia wysłała z Dubaju drugi samolot, który ma zabrać ludzi z Tabuk do Izraela. Pomoc i lot ratunkowy zaoferował też El Al. Obaj piloci zostali wyprowadzeni z samolotu po lądowaniu. Nikt nie wyjaśnił, skąd w kokpicie wziął się nóż.
Rosjanin i Ukrainiec. Tyle że linia milczy
Tu zaczyna się część, która rozsadziła internet.
Izraelski Channel 12 (N12) podał, że kapitan jest pochodzenia rosyjskiego, a drugi pilot pochodzenia ukraińskiego. Tę wersję powtórzyły The Week, BILD, Adnkronos, AIRLIVE, ukraińska LIGA.net, Nowaja Gazieta Jewropa, Moscow Times i dziesiątki kont na X. Amit Segal, jeden z najbardziej znanych izraelskich dziennikarzy politycznych, od razu zaznaczył, że linia tego nie potwierdziła.
Warto zobaczyć, jak ta informacja zmieniała się po drodze. N12 napisał „pochodzenia" — to może znaczyć obywatela Izraela urodzonego w Rosji albo na Ukrainie. The Week i AIRLIVE zrobiły z tego „obywatela Rosji" i „obywatela Ukrainy". To nie jest to samo.
Flydubai rekrutuje pilotów z całego świata, więc para rosyjsko-ukraińska w jednym kokpicie jest możliwa. Nie jest potwierdzona. Nie ma nazwisk. Nie ma komunikatu emirackiego urzędu lotnictwa GCAA ani władz saudyjskich. Są doniesienia N12 i kilkanaście redakcji, które je przepisały. Na X zdążyły wyrosnąć konkurencyjne wersje — o pilotach z Omanu i ZEA albo o „terroryście z Bliskiego Wschodu". Są słabsze i rozjeżdżają się ze sobą.
Wojna czy awantura, która wyglądała jak wojna?
Część izraelskich mediów idzie dalej niż bijatyka.
Channel 14 podał, że jeden z pilotów świadomie wprowadził maszynę w strome pikowanie, jakby chciał ją rozbić — a drugi rozpoznał, co się dzieje, siłą przejął stery i nadał sygnały alarmowe. Według innych relacji dźgnięty został właśnie pilot podejrzewany o próbę rozbicia samolotu. Segal mówił, że służby badają wersję celowego rozbicia maszyny. Jedno z doniesień mówi też, że jeden z pilotów stracił w trakcie szarpaniny przytomność. Izraelskie służby sprawdzają trzy scenariusze: samobójstwo pilota, celowe rozbicie samolotu i zamach.

Tego flydubai nie potwierdza. Reuters tego nie potwierdza. Dane lotu potwierdzają jedno: przez chwilę ktoś stracił albo oddał kontrolę nad maszyną, bo zejście o 14 tys. stóp w 29 sekund nie jest normalnym manewrem. Kto trzymał wolant w tych 29 sekundach, ustalą śledczy z zapisów czarnych skrzynek — o ile ktokolwiek zechce je pokazać.
Źródła: N12 / Mako, Ynet, AIRLIVE, The Week, EUalive, Dawn / Reuters, Migflug, BILD, Adnkronos, LIGA.net, Nowaja Gazieta Jewropa, Moscow Times, Israel.com